piątek, 11 września 2015

Moje małe wakacje w Turynie

Dziś wpis trochę podróżniczy, a trochę nie. Trochę o projekcie, w jakim brałam udział, a trochę o Turynie, gdzie ów projekt się odbywał. Enjoy!

Do Turynu trafiłam właściwie niespodziewanie. Planując swoje wyjazdy do Włoch miasto to nie było na mojej top liście miejsc do zobaczenia. Dostałam jednak możliwość uczestniczenia w jednej z wymian organizowanych przez organizację Erasmus+, a konkretniej dzięki projektowi Youth in Action, który skupia się na młodych ludziach i aktywnościach, które mogą wspólnie podejmować by zmieniać świat na lepsze! Brzmi podniośle ale tak naprawdę udział w podobnym przedsięwzięciu to przede wszystkim ogromna frajda i przygoda, którą polecam każdemu lubiącemu nowe wyzwania :)

Mój projekt – Broadcast YOUTHself opierał się na współpracy z internetowym radiem Banda Larga, a jego uczestnicy mieli możliwość poznania działania tego medium, również w kontekście użyteczności radia jako narzędzia w pracy na rzecz ludzi. W efekcie wzięłam udział w kilku interesujących aktywnościach, jak choćby flashmobie w turyńskim metrze, czy audycji radiowej, gdzie udało mi się poopowiadać słuchaczom co nieco o festiwalu filmowym w Krakowie. Oprócz podobnego wyjazdu, jeszcze w czasach gimnazjum, to było moje pierwsze doświadczenie z wymianą studencką i chętnie skorzystałabym z takiej okazji jeszcze raz. Osobistego kontaktu z inną kulturą i obcokrajowcami nie jest w stanie zastąpić nic innego. A wspomnienia, znajomości i nowe doświadczenia zostają już później na zawsze! Poza tym - oderwanie się od codzienności i nabranie dystansu w nowym miejscu to wartość sama w sobie, o której łatwo zapomina się będąc przytłoczonym nawałem obowiązków. 

Ale miało być też o samym Turynie. W sierpniu miasto było ciche i wyludnione. To z powodu zbiorowego urlopu, jaki Włosi wybrali sobie właśnie na ten miesiąc. Sklepy pozamykane, turystów również jakoś nie widać, generalnie spokój i harmonia. Wyjazd z zatłoczonego Krakowa, mimo że do kolejnego dużego miasta był więc dla mnie całkiem relaksujący. Samo miasto jest piękne z powodu ogromnej ilości przestrzeni - szerokie ulice, niewysoka zabudowa, nieprzesadna ilość samochodów. Choć jak już wspomniałam – być może moje wrażenia spotęgował efekt sierpniowego wyludnienia.

Wracając do tematu - ponieważ na zwiedzanie nie miałam zbyt dużo czasu udało mi się zobaczyć jedynie kilka kluczowych w krajobrazie Turynu miejsc. I kinomani też znajdą tu coś dla siebie bo w będącej symbolem miasta wieży Mole Antonelliana mieści się przepiękne i, według mnie, bijące na głowę to berlińskie - muzeum kinematografii. A tam... o mamuniu! Pokazy camera obscura, rekwizyty, kostiumy, elementy scenografii, plakaty, filmy. Wszystko to z naciskiem na czasy kiedy kino dopiero raczkowało, więc fani Marvela czy Jamesa Camerona raczej nie znajdą dla siebie zbyt wiele. Za to jeśli jesteście wielbicielami iluzji optycznych, prostych animacji, czy niemego kina (mój pierwszy blogowy wpis był o najważniejszych filmach niemych!), miejsce na pewno się wam spodoba. Po cichutku sobie płaczę, bo nie mogłam obejrzeć muzeum z należytą dokładnością - i dlatego też nie mam z niego zdjęć - ale na pewno jest to jeden z głównych powodów, dlaczego chcę wrócić do Turynu w przyszłości. Aha, no i ważna sprawa. Na Mole Antonelliana jest taras widokowy, na który wjeżdża się przeszkloną windą. Przez sam środeczek wieży. Mijając kolejne piętra muzeum, machając do zwiedzających i generalnie ciesząc się jak małe dziecko widokiem tych wszystkich niesamowitości. A potem jeszcze wisienka na torcie, czyli widok Turynu z wysokości. Ojjjj, jak warto!


Mole Antonelliana - symbol Turynu

a tu przepiękny widok z Mole! Zdjęcie zarekwirowałam od Martyny, z którą miałam przyjemność odwiedzenia Turynu:)

Jeśli chodzi o inne ciekawe miejsce to na pewno muszę wspomnieć o trójkątnej kamienicy Casa Scaccabarozzi, zwanej Fetta di polenta, która jest architektonicznym dziwem Turynu. Ogólnie polenta to takie danie z kaszy kukurydzianej, co w nazwie nawiązuje do koloru elewacji budynku - taka ciekawostka. Kamienica w najwęższym punkcie ma 54 centymetry długości, a w najszerszym niewiele ponad metr! Zaprojektował ją ten sam architekt, który stworzył wieżę Mole, czyli Alessandro Antonelli. W sieci nie znalazłam choć słówka o tym niesamowitym miejscu w języku polskim – może za słabo szukałam, a może Polacy za rzadko odwiedzają Turyn? W zasadzie nawet angielskie źródła wiedzy o kamienicy w zasadzie nie istnieją. Szkoda. Niestety pamięć już nie ta i za dużo o Fetta di polenta nie napiszę. Ale zdjęcie mogę wstawić i polecić!


Feta di polenta, tutaj ta węższa strona kamienicy


Kilka random faktów:

- symbolem Turynu jest byk. Zapytacie – dlaczego? Otóż torino po włosku to nie mniej, nie więcej jak byk właśnie
- w Turynie znajduje się Muzeum Egipskie, największe na świecie, zaraz po tym w Kairze!
- całun Turyński nie bez przyczyny ma taką nazwę. Jest pokazywany na widok publiczny bardzo rzadko. Następna okazja, by go zobaczyć, będzie za 25 lat. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja
- 3 stycznia 1889, Turyn, Fryderyk Nietzsche wychodzi z kamienicy, w której mieszka, widzi woźnicę okładającego konia batem. Rzuca się, by uratować zwierzę. Sytuacja ta zapoczątkowuje szaleństwo tego znamienitego filozofa
- dalsze losy konia przedstawił węgierski reżyser Béla Tarr w filmie Koń turyński z 2011 roku, skądinąd bardzo dobrym


podczas gry miejskiej pytaliśmy się o drogę samej Myszki Minnie
brama do Teatro Regio, opery
Bazylika de Superga na wzgórzu Monte de Cappucini, 660m n.p.m. gdybyście chcieli wiedzieć :)


targ na Porta Palazzo



Palazzo Reale, czyli Pałac Królewski w Turynie. Chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w tym mieście, a niestety ostało się mi tylko jedno zdjęcie :(

tutaj macam Palec Kolumba na Piazza Castello, żeby mi się szczęściło w życiu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz